poniedziałek, 24 lipca 2017

Projekt dom

Kochani
Wybierając projekt domu należy przemyśleć wiele aspektów.
Dom musi być odpowiedni dla naszej rodziny, rozwojowy. Szczególnie
w przypadku młodych ludzi, nowożeńców można zakładać, że rodzina
z biegiem czasu się powiększy.
Największym powodzeniem cieszą się domy małe i niedrogie w budowie,
o prostej bryle. Dodatki architektoniczne zazwyczaj zwiększają koszt budowy a przy zakładaniu gniazda należy się liczyć z każdą złotówką.
Budynki o bryle prostej mają jeszcze to do siebie, że zazwyczaj pasują do otaczającego je krajobrazu a w razie jego zmiany nadal mają się dobrze.


Projekt domu BW-49 wariant 2
Dom na powyższym zdjęciu jest nieduży (powierzchnia użytkowa to
99,1 m2), ma prostą bryłę w klasycznym stylu a elementy zdobiące elewację dodają mu urody. Bardzo lubię domy wykończone drewnem, a zadaszone wejście to mój konik. Zadaszenie daje schronienie przed deszczem, wiatrem, można zawiesić pod nim dekoracje okolicznościowe. Taki daszek ma jeszcze dodatkową zaletę. Mianowicie doskonale osłania drzwi przed działaniem promieni słonecznych. Drzwi przez dłuższy czas wystawione na promieniowanie UV mogą blaknąć albo zmieniać kolor niestety.

Projekt domu BW-49 wariant 2- wnetrze
Dolny poziom zapewnia nam otwartą przestrzeń z kuchnią będącą częścią salonu, co doskonale sprzyja przyjmowaniu gości, siedzeniu wspólnym przy stole, spędzaniu czasu z rodziną i znajomymi. Nic tak nie sprzyja integracji jak wspólne biesiadowanie czy gotowanie przy jednoczesnym stałym dostępie do gospodarza. Czymś, czego zdecydowanie brakuje w moim domu jest spiżarka blisko kuchni, tutaj zaś architekt to przewidział. Przy naszym stylu życia bardzo ważne jest miejsce na przechowywanie przetworów, zapasu ziemniaków czy napojów. Dobrze mieć takie miejsce w zasięgu ręki.
W pokoju dziennym, salonie znajdziemy kominek. Dla wielu osób posiadających centralne ogrzewanie to zbytek ale ja uważam, że jest jednym z głównych elementów budujących w domu nastrój przyjemnego wypoczynku i biesiady. Najłatwiej przekonać się o tym już w czasie jesiennej słoty. Delikatny zapach drewna, ciepło i światło ognia wprowadzają w bardzo dobry nastrój.
Na parterze znajdziemy więc salon z kuchnią, pokój z możliwością przeznaczenia np na gabinet, łazienkę, spiżarkę oraz pomieszczenie gospodarcze idealne do schowania zawsze poniewierających się mopów, odkurzaczy i środków czystości. Takie pomieszczenie w domu to skarb.
Górna kondygnacja to trzy pokoje oraz przestronna łazienka z wanną. Dobre miejsce na wieczorny odpoczynek, wyciszenie w sypialni oraz oczywiście pokoje dla dzieci. Zwróćcie uwagę na górny taras będący zwieńczeniem garażu. Jest idealny w pokoju nastolatki. Mając kilkanaście lat już tak nie ciągniesz do spędzania czasu z rodzicami a to dobre miejsce na opalanie się na leżaku czy poczytanie książki w spokoju.

Projekt domu BW-49 wariant 2


To moim zdaniem dom skrojony idealnie dla 4-5 osobowej rodziny, niedrogi w utrzymaniu bez nadmiaru metrów do sprzątania.
Tymczasem
Polinka


sobota, 22 lipca 2017

Męska rzecz

Dzieciństwo naszych dzieci trzeba pielęgnować i doceniać:)
Mój syn z bobasa całkiem szybko staje się mężczyzną a wraz z tym wszystko się zmienia.
Zrobiłam kilka zdjęć w jego pokoju, ku pamięci. Na łóżku nadal ukochany tygrys, prezent od Mikołaja, który wtedy istniał a reszta to już historia. Doskonale wie, czego chce i ma odwagę o tym mówić. Pogonił mnie niedawno z białą szafą, ściany najlepiej pomalowałby na czarno. Coś się zmieniło:)



 Na półkach własnoręcznie klejone modele, szał w komputerze a w tle Sabaton. Mój mały synek...
Udanej, słonecznej soboty wam życzę.
Serdeczności
Polinka

Sprzedaż i profesjonalny serwis urządzeń kopiujących w województwach zachodniopomorskim i lubuskim na stronie ksero-contakt.plSerwis wykonuje przeglądy i naprawy kserokopiarek związane z ich eksploatacją oraz oferuje szeroko zakrojone doradztwo.


poniedziałek, 17 lipca 2017

Na biało

Czas zejść na ziemię kochani, choć ciężko:)
Lato za oknem ale długość urlopu już na wiele nie pozwoli. Pozostaje marzyć o przyszłych podróżach:)
Zmalowałam witrynę a co!



Witryna pojawiła się u nas w domu jesienią zeszłego roku w wersji brązowej. Od tego czasu odpowiadałam na niekończące się pytania o egzotyczność jej koloru. Goście naszego domu są przyzwyczajeni do jego jasnych barw i ten mebel budził nie lada konsternację. Najpierw mi nie przeszkadzał, potem się nie chciało aż przyszedł czas. Przetestowałam nowe farby Altax Viva Garden i choć kolory mają obiecujące jakość mnie nie ucieszyła. Bardzo słabo kryją przez co są mało wydajne. Witrynę oczywiście najpierw zeszlifowałam ale nie zmieniło to faktu, że musiałam nałożyć około czterech warstw farby. To dużo prawda?
Przy okazji pogoniłam z mebelka wszystkie zawalające rzeczy i lubię, kiedy jest otwarty. 


Lampa stołowa to nowy nabytek z TK Maxx. Zajrzałam do tego sklepu akurat będąc w Warszawie pociągiem. Myślę, że trochę radości dałam osobom, które widziały mnie taszczącą ten gadżet przez pół miasta:) Współpasażer oberwał nią niechcący w czoło, um sorry:) Mam wrażenie, że poprawił się asortyment sklepu, więcej jest rzeczy konkretnych, silnie dekorujących. Chyba, że ja się tak zmieniłam:) Upatrzyłam też duży, marokański talerz na owoce, pięknie turkusowy ale sił mi nie starczyło na doniesienie go:)

Wielki, indyjski chwost wyszperałam na targu staroci. Przypadł mi do gustu od razu:)

Co sądzicie o metamorfozie? Wszystko już kolorystycznie pasuje/
Pozdrawiam was serdecznie i do napisania
Polinka

Miłośników motocykli i bezpiecznej jazdy zachęcam do odwiedzenia sklepu akcesoriamotocyklowe.pl. Znajdziecie tam wszystko - odzież, obuwie, kaski, gogle, oleje i smary czyli komplet dla zapaleńców podróży z wiatrem we włosach.

czwartek, 13 lipca 2017

Serbia- wspomnienie

Na wstępie bardzo dziękuję wam za miłe przyjęcie sesji zdjęciowej w Moim Mieszkaniu. Każda z nas wie, że prowadzenie bloga, pokazywanie swojego wnętrza i  "zewnętrza" to praca nie tylko dla siebie, w zasadzie przede wszystkim dla świata, który chce oglądać pokazywane treści.
Dużą przyjemność sprawia mi podpatrywanie licznika oglądalności, czytanie waszych komentarzy i maili oraz to, że tu zwyczajnie bywacie. Moje stałe czytelniczki - dziękuję wam za to!

Ostatnio z niepokojem śledzę informacje o wypadkach autokarów
i awanturach z polskimi kierowcami na granicy serbsko-węgierskiej. Dotyczy mnie to poniekąd gdyż właśnie zamierzałam wam pisać o Suboticy, miejscowości nieopodal tych wszystkich wydarzeń.
Był to cel naszego wypadu z Węgier, było blisko i była okazja.
Po raz pierwszy od dawna opuszczaliśmy strefę Schengen, staliśmy w kolejce do kontroli i mieliśmy możliwość obcować ze wszystkimi podróżującymi. Dziwne miejsce. Samochody głównie na niemieckich
i belgijskich tablicach a w środku muzułmanie. Nie będę się na ten temat rozpisywać z wiadomych względów ale taki był fakt. Jasny kolor skóry w kierunku Serbii praktycznie nie występował, w przeciwieństwie do drogi powrotnej. Pomiędzy kierowcami panowała napięta atmosfera, trąbili a ja czułam się bardzo dziwnie. W pewnym momencie nawet miałam ochotę zawrócić. O podobnej sytuacji z udziałem polskiego kierowcy słyszałam ostatnio w telewizji... Niemieckie samochody wyjeżdżały ale już nie wjeżdżały...o co chodzi z tym napięciem? Dodam, że przy powrocie mieliśmy szczegółowo kontrolowany samochód i pytali nas o uchodźców.
W ciekawym świecie przyszło nam żyć. Na szczęście węgierscy granicznicy reagowali gromkim "dzień dobry" na widok naszej rejestracji:)

Po tej opowieści przejdę do sedna, mianowicie byliśmy w serbskiej Suboticy i nad jeziorem Palić.
Miejscowość nieźle utrzymana, lekko senna, ludzie mili.




Będąc w nowym miejscu, szczególnie w innym państwie lubimy jeść i pić jak miejscowi więc poszukaliśmy miłej knajpki. Przy głównym placu było ich sporo.
Zamówiliśmy typowo serbski obiad czyli zupa, zestaw mięs z frytkami i ryżem, surówka oraz deser. Porcje były duże, a dzieci bardzo czekały na słodkości.
Deser nadszedł i podano nam...po trzy plastry jabłka:) Dzieciaki czekały otwarcie na jakąś fontannę z czekolady do tego ale został tylko śmiech:)




Jeśli będziecie kiedyś w okolicy - odwiedźcie Serbię, warto. Są spokojni i mili, karmią smacznie i konkretnie.
Nie wiem, czy mi kiedyś jeszcze będzie dane być w tym kraju, więc wrzucam wspomnienie.
Serdecznie was pozdrawiam
Polinka

Firma EKOFIT to ośrodek szkoleniowo-usługowy, specjalizujący się w kompleksowej obsłudze małych i średnich przedsiębiorstw z zakresu BHP oraz PPOŻ. Oferują wszelkiego rodzaju szkolenia BHP ONLINE, szkolenia ochrony przeciwpożarowej oraz kursy pierwszej pomocy (przedmedycznej), świadczą usługi BHP oraz PPOŻ. Szukajcie pod adresem ekofit.pl

środa, 12 lipca 2017

Kobieta z pasją

Dzisiejszy pochmurny poranek rozweselił mój dzień.
W najnowszym wydaniu Mojego Mieszkania możecie zobaczyć sesję zdjęciową z mojego domu w cyklu Kobieta z Pasją.
 
Dziękuję całej ekipie za zaangażowanie, przyjemną atmosferę, ciepło, które ze sobą przywieźli oraz za zaliczenie mnie do zaszczytnego grona. Czasem moja pani od wędlin z okolicznej wsi jeszcze was wspomina:) Cieszę się, że wróciliście o czym wieść gminna poniosła.
Pani Jolu, serdeczne pozdrowienia.
Od czasu zdjęć dom przeszedł wielokrotną metamorfozę więc może znów się zobaczymy:)
Buźka
Polinka
Najlepsze zegarki timex on line, z gwarancją i w atrakcyjnych cenach  pod adresem http://www.czaszegarkow.pl/

wtorek, 11 lipca 2017

Madziarskie smakołyki

Pewnego dnia Węgier naczuł się uprawiać paprykę...a potem już wszystko poszło łatwo:)
Tak w skrócie można określić kuchnię węgierską, która jest bardzo w moim guście:)
W sklepach znajdziecie paprykę świeżą ( głównie w strąkach nie bardzo dostępnych u nas), paprykę sproszkowaną, paprykę marynowaną, wędzoną, łagodną, pikantną, szalenie pikantną. Bardzo pikantna została nazwana przez uroczą panią w sklepie KATASTROFĄ. Ciekawostką jest również papryka kiszona w wielu odmianach tak popularna, że sprzedaje się ją również w marketach.
Ona nadaje główny smak potrawom składającym się z mięsa, warzyw, ryb.
I ta papryka jest dziwna - nadaje cudowny aromat, wielokrotnie silniejszy od przypraw sprzedawanaych u nas w kraju. Nawet pikantna ma w sobie po pierwsze aromat a dopiero później ostrość.
Węgierskimi potrawami eksportowymi są zdecydowanie gulasz, leczo, zupa gulaszowa. Przez jakiś czas poszukiwaliśmy słynnego placka po węgiersku aż nam w końcu ktoś uświadomił, że najprędziej kupimy go na mazurach:) Tak, tak kochani, na węgrzech nie znajdziecie placka po węgiersku.
 
 
Zamiast tego warto spróbować langosza. 
Szybkie jedzenie typu fast food, dostępne na każdym kroku. To rodzaj okrągłego placka, rozmiar konkretny, w smaku przypomina mało słodkiego pączka. Smażą go niestety w głębokim tłuszczu a następnie nakładają smakołyki na górę. Najbardziej tradycyjny to sos śmietanowy (tejfolosz), szynka i ser. Możemy kombinować z innymi składnikami ale stwierdzam, że główną atrakcją jest to ciasto. Z gyrosem, tak, z gyrosem jest fajny.


Gulaszu próbowaliśmy dwóch odmian - wołowego i wieprzowego oczywiście z papryką. Do tego tradycyjne kluseczki, za surówkami chyba nie przepadają. Bardzo dobre.:)
Leczo to znana nam mieszkanka warzyw sezonowych tylko nie zauważyłam w nim dodatku kiełbasy co u nas częste.
Rozmarzona zrobiłam leczo niedługo po powrocie z tą róznicą, że dodałam węgierską paprykę i słoninę z mangalicy. Wyszło inne, gęstsze, zdecydowanie pyszniejsze.
Apropos słoniny z mangalicy! Czytałam o niej już  w Polsce i dziwiłam się ogromnie, co cudownego może być w wędzonej słoninie... O ja nieświadoma!
Kupiłam przez przypadek, do przyrządzenia obiadu zresztą na bazie papryki. To jest bardzo szczególna słonina, ich towar eksportowy ze szczególnych świń. Przy topieniu jej rozchodzi się niepowtarzalny zapach wędzonego boczku a w smaku jest tak dobra, że opisać nie mogę. Jest po prostu wyjątkowa!
Testowaliśmy również serowe batoniki. Znajdziecie je w lodówce, ser 
w środku, czasem o smaku truskawek czy innych owoców, w polewie czekoladowej czy toffi. Zdrowa przekąska dla maluchów, niestety szybko się rozpuszcza w wysokiej węgierskiej temperaturze.
Wszystko mi smakowało, to kuchnia w moim guście, dla konesera ostrości 
i silnego smaku, z papryką czy smalcem z mangalicy.
Warto wybrać się na Węgry chociażby ze względu na smak ich potraw chociaż powodów jest oczywiście więcej.
Serdeczności
Polinka 

Importowane urządzenia kosmetyczne takie jak wapozon czy doskonałe kombajny kosmetyczne jak i artykuły dla zwierząt znajdziecie pod adresem importmania.pl Polecam bo to polska firma!

niedziela, 9 lipca 2017

Balaton- warto być

Mieszkając w centrum Budapesztu szkoda nie odwiedzić Balatonu. 100 km autostradą, w bardzo komfortowych warunkach. Planowaliśmy być raz, odwiedziliśmy dwa razy, rezygnując z innego miasta.
Balaton- węgierskie morze, 77 kilometrów wody, od północnego Siófok po południowe Keszthely. Dodatkowo półwysep Tihany a wszystko absolutnie warto!
Balaton to płytkie jezioro, turkusowe, z bardzo przyjemnymi rodzinami na plaży. Nikt na nikogo nie patrzy, rozłożyć kocyk nie jest trudno, wszyscy się akceptują i po prostu korzystają z wypoczynku.




Prawdę mówiąc dawno tak nie wypoczęłam jak nad węgierskim morzem. Pełen komfort, brak obawy o pływające dzieci, luzik. Blisko plaży knajpki i bisztro oferujące lokalne jedzenie. Mrożone mohito i wrażenie spełnienia. Spędziliśmy tam w sumie dwa dni, ale coś mi mówi, że kiedyś powrócimy na dłuższy wypoczynek.
Dodatkowo uliczni sprzedawcy nie dadzą ci zgłodnieć. Co chwilę kukurydza i inne takie podróżujące na rowerach.


Po plażowaniu postanowiliśmy odwiedzić niedalekie Keszthely. Jedźcie tam koniecznie, szczególnie w ciepłym świetle zachodzącego słońca!

Neobarokowy pałac z XVIII wieku skrywający w swoich wnętrzach 101 pokoi. Budowano to cudo nieprzerwanie przez 150 lat i było warto. Bajkowy, wspaniały, z cudnym ogrodem. Bardzo wam polecam!




Prawdę mówiąc mogłabym wam pokazać tysiąc zdjęć w tego miejsca ale to nie oddałoby urody. Nad Balatonem jest przepięknie.
W najbliższym odcinku kuchnia węgierska a ja ściskam mocno!

Domy opieki Olimp oferują kompleksową opiekę nad osobami starszymi, schorowanymi i niepełnosprawnymi. Pomoc koncentruję się nad osobami
z województwa mazowieckiego ale nie tylko. Zapraszam na stronę domyopiekiolimp.pl

piątek, 7 lipca 2017

W europejskiej stolicy cz.1

Wakacje:)
Mama nadzieję, że miło spędzacie czas a wasze dzieci używają do woli:)
Po zeszłorocznych i wcześniejszych doświadczeniach z pogodą w Polsce postanowiliśmy zacząć lepiej wykorzystywać nasze urlopy. Tak się zdarzało, rok w rok, że lało jak z cebra, temperatura kilkanaście stopni a nam pozostawało jedzenie gofrów na Bałtykiem oraz wdychanie jodu...
w zwiększonej ilości jak to w czasie burzy:)
Zaplanowaliśmy rok temu Węgry i właśnie z nich wróciliśmy.:)
Polecam, bajka i cudo!
Wynajęliśmy mieszkanie w centrum Budapesztu, które było naszą sypialnią głównie i bazą wypadową. Zwiedziliśmy całe miasto za dnia i w nocy, kąpaliśmy się w Balatonie oraz wyskoczyliśmy na obiad i krótkie zwiedzanie do Serbii.
Środek transportu to samochód, blisko 3000 km w trasie:) Dziś będzie o Budapeszcie.


Miasto oczarowało nas i zaczarowało. Na każdym kroku zabytkowe budynki, świetnie odrestaurowane, dostępne. Ludzie przyjaźni i mili, często mówią po polsku. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyliśmy po przekroczeniu granicy węgierskiej był baner zawieszony na budynku a na nim flaga polska i węgierska oraz napis KOCHAMY POLSKĘ. Ciepło na sercu się robi:)
Temperatura nas nie zawiodła - przez cały pobyt 30-40 stopni, wieczorem 27. Jako polska turystka, głęboko doświadczona, zabrałam kurtki i długie spodnie, każdemu po bluzie ale nie użyliśmy ich.
Mieszkanie nasze położone było w samym centrum, niedaleko Andrassy ucta, tak więc bliziutko i w zasięgu buta mieliśmy wiele atrakcji oraz przytulnych knajpek.


W mieście niestety występują spore problemy z parkowaniem samochodu. Strefa płatnego parkowania rozciąga się w całym centrum i podzielona jest na cztery stawki, zielona 265 forintów a różowa (czyli przy największych atrakcjach) już 525. Gorzej,jeśli chcesz postawić samochód na cały dzień i udać się np na basen, cena wyjścia wzrasta drastycznie. Dodatkowo w strefie różowej parkowanie ograniczone jest do trzech godzin więc wielokrotnie zwiedzanie trzeba przeprowadzić w nadzwyczajnym tempie:)
Co ciekawe, w Budapeszcie ruch samochodowy jest spory co nie oznacza smogu. Powietrze jest zadziwiająco czyste.






Miasto pęka w szwach od zabytków, uświadamiam sobie to mocniej pokazując wam zdjęcia. Mam tego co niemiara:)
Oferta turystyczna jest bardzo bogata i dostosowana do zwiedzających wielojęzycznych. Możemy podróżować po mieście autobusem dwupoziomowych, pływać statkiem po Dunaju, być oprowadzanym przez przewodników. Takie wycieczki ruszają co kilka godzin z wielu rejonów miasta.

Na Wegrzech nie ma co prawda morza, ale rekompensują to sobie wspaniałymi basenami termalnymi oraz oczywiście Balatonem ( o tym będzie w następnym odcinku). Na poniższym zdjęciu jedno w kąpielisk miejskich Szechenyj Gyogyfurdo pisane w lekko polski sposób.:) W zabytkowym pałacu ukryto gorące źródła:) Pięknie choć niestety z brzydkim zapachem. Koszt wejścia na cały dzień to ok 70 zł.


Na każdym kroku trafić można na kafejki i restauracje, bary na każdą kieszeń. Prawdziwym cudem jest New York Cafe. Jak nie na obiad to może na kawkę ale wejść warto! Zjawiskowe, doskonale zachowane wnętrze.
O jedzeniu zresztą to ja jeszcze napiszę kochani:)





Perłą architektoniczną jest bez wątpienia katedra Św. Stefana w centrum miasta. Będąc w okolicy musicie koniecznie wejść do środka! Wstęp jest bezpłatny choć proszą o ofiarowanie jednego euro na odbudowę świątyni, co z resztą możecie przeczytać w naszym języku.Katedra w zasadzie jest wszędzie polsko-węgierska, na każdym kroku jakiś napis.:) To też miłe:)






Jeśli zapytalibyście mnie, co najbardziej mi się podobało to na pewno jednym z ulubionych będzie parlament.
Zjawiskowy budynek, wielki i majestatyczny, położony przy samym Dunaju, przy wyspie Małgorzaty i moście o tej samej nazwie. Jest wspaniały!





Przyglądaliśmy się mu w dzień i w nocy, wrażenie robi za każdym razem olbrzymie. Mieliśmy również szczęście trafić na zawody Red Bull Air Race. Cudnie latali wśród przeszkód na Dunaju a my siedzieliśmy wpatrzeni i zafascynowani.




To nie koniec mojej opowieści o tym cudnym mieście. Niebawem o węgierskiej kuchni, Balatonie, Serbskim deserze i wiele więcej.
Ściskam was mocno
Polinka

Zadaszenia drzwi, balkonów i tarasów z wielu różnych materiałów oraz w przyjemnym dla oka stylu znajdziecie na stronie metal-gum.com .Polecam !

niedziela, 11 czerwca 2017

Wynająć mieszkanie

Przez kilka lat mieszkaliśmy z Lubym w mieszkaniach wynajętych...
Różnie bywało. Co jakiś czas musieliśmy zmagać się z właścicielem i jego pomysłem na nasze życie. Raz nie odpowiadało mu posiadanie przez nas mebli, należało korzystać z zastanego regału, innym razem brak własnej lodówki dyskwalifikował nas jako najemców. Pani nie zgadzała się na dziurawienie gwoździami ścian pod obrazy i takie tam.
Wynajmowanie jednak nie jest takie złe. Jeśli trafimy ludzkiego właściciela to możemy sobie pomieszkać parę lat. Największym plusem mieszkania "pożyczonego" jest jego tymczasowość, nie trzeba się wiązać na długo. Możemy podążać za pracodawcą, często się przeprowadzać a nawet zmieniać radykalnie miasta. Przyznacie, że to wygodne.
Za każdym razem jednak spotykamy Właściciela. Jak to w życiu bywa
z Właścicielem nie musi nam być po drodze, możemy się bardzo różnić w potrzebach i oczekiwaniach.
Dobrym rozwiązaniem jest wynajęcie firmy, która kompleksowo zajmie się naszym wynajmem. To samo dotyczy sytuacji, kiedy chcemy wynająć komuś swoje mieszkanie.


Tego typu firmy znają rynek, mają w swojej ofercie mieszkania, równie chętnie zabiorą się za znalezienie najemcy dla nas. Załatwią wszelkie formalności, doradzą i oprowadzą, myślę, że to ma sens.
Przykładem takiej firmy jest k2assetmanagement.pl . Zdejmą problem z naszej głowy, wynajmą dla nas albo za nas.

Musimy jedynie określić nasze potrzeby, oczekiwania, lokalizację
i zgłosić się do nich.
Podpowiedzą, jak zacząć swoją przygodę z wynajmem, jak uniknąć błędów, poprowadzą nas po trudnym rynku nieruchomości na wynajem.
Polecam zatroskanym.
Tymczasem
Polinka

wtorek, 6 czerwca 2017

Tęsknota za piękem minionym

Kochani, jak mi czasem smutno, że minione nie wróci!
Od lat zakochana jestem w polskiej secesji, architekturze przedwojennej, dbałości o szczegół. Uwielbiam strojność starych budynków, na szczęście w jakimś ułamku odbudowanych, fantazji architektów z okresu.
Naoglądałam się ostatnio pięknych kamienic w centrum Warszawy i tak mi żal. Dlaczego nie budowali tak po wojnie? Weszło nowoczesne i betonowe, bez przepychu i klasy, tanie. Modernizm w architekturze to klęska narodu:(

A przecież mogłoby być tak:


Z dbałością o szczegół, wykończenie najwyższej klasy, dla urody
i dobrego samopoczucia mieszkańców.



Dbano o wygląd kamienicy, romantycznie nazywając ją willą, dbano
o roślinność i przytulność klatki schodowej, tu się miało zwyczajnie dobrze mieszkać, na metrażu odpowiednim dla rodziny plus...służbówka, aby się nie przemęczać. To wszystko było przemyślane i dostosowane. Kurcze!




Okres przedwojenny w Polsce, po odzyskaniu niepodległości to złoty wiek. Kraj prężnie się rozwijał, ruszyły inwestycje, ludziom zaczęło się powodzić. Z gracją łączono funkcjonalność z nowoczesnością, elegancją. Ludzie spacerowali po mieście całymi rodzinami pięknie ubrani, jadali lody u Bliklego, chodzono do fotografa, na piknik i wyścigi konne.
A potem przyszedł rok 1939...
Żal za serce ściska!
Chciałabym cofnąć czas. Co sądzicie?
Tymczasem
Polinka

Najnowocześniejsze centrum okulistyczne w Polsce pod adresem http://eczo.pl/. Obrazowanie dna oka, leczenie laserowe jaskry, krótkowzroczności, leczenie oczu w konsekwencji cukrzycy. Centrum oferuje kompleksową pomoc pacjentom w powrocie do normalnego widzenia oraz okulistykę dziecięcą od okresu noworodkowego na najwyższym poziomie.